Dla mnie przygoda z 2oo zaczęła się gdzieś w połowie podstawówki wraz z przywiezieniem od rodziny spod Warszawy Rometa Ogara 200 z silnikiem o oszałamiającej mocy 2 koni mechanicznych :D
Zdarzyło mi się tą maszyną uderzyć w garaż po czym mam pamiątkę w postaci blizny na dłoni, uciekać przed dzikiem, leśniczym itd. itd. Tak się właśnie zaczęła moja przygoda z motocyklizmem.
Potem było parę lat przerwy, poznaliśmy się z Asią i w garażu pojawiło się wściekle żółte marzenie każdego początkującego motocyklisty czyli Suzuki GS500E. Zaczęły się powoli wspólne przejażdżki, był pierwszy samotny wyjazd na zlot aż pod Żywiec. Jednak po prawie 2 sezonach zaczęło brakować czegoś więcej. I tak pojawiła się rasowa sześćsetka Yamaha FZS600S. Przejechaliśmy nim ponad 40.000km Zaliczyliśmy pierwszy wyjazd zagranicę na MotoGP do Brna. Pojechałem na prawie dwa tygodnie sam do Włoch i Austrii gdzie praktycznie cały czas spędziłem w siodle. Odwiedziliśmy wspólnie Chorwację gdzie się poznaliśmy kilka lat wcześniej. Była też pierwsza i jak dotąd jedyna stłuczka, na szczęście bez większych konsekwencji.Po 5 sezonach nadszedł jednak czas na zmianę...
...na TDM 900.Nasza aktualna maszyna spod znaku trzech kamertonów. Yamaha robi nie tylko dobre fortepiany, ale i motocykle. Od razu jak go zobaczyłem wiedziałem, że będzie nasz, chociaż początkowo miało być coś bardziej sportowego. Stanęło na TDM dobrym w sam raz, żeby skoczyć po bułki czy przejechać 1000km do Włoch w ciągu jednego dnia :)Jest to na tyle fajny motocykl, że pewnie prędzej zajeździmy silnik i wymienimy na nowy, niż kupimy inny sprzęt.
Aktualnie służy nam w dojazdach do pracy i walce w poznańskich korkach. Nie jest łatwo, ale dajemy radę :) Pali przez to jak smok, ale to też po części wina ciężkiej ręki na manetce ;) W tym roku na pewno motocyklem parę ciekawych miejsc odwiedzimy. Nie może być inaczej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz