czwartek, 31 maja 2012

Trochę sportu

W końcu pogoda od jakiegoś czasu sprzyja treningom i z radością wróciłyśmy na tor. Frania nadal na L4, Mores tor olewa (czasem i dosłownie :) ) a Leeloo jeszcze za mała na pełnoprawny trening, został nam więc nasz pędziwiatr czyli Cookie. W tym roku dużo dla nas nowości. Ubiegły rok skupialiśmy się głównie na hopkach i tunelach, teraz doszły nowe przeszkody, koło, palisada, kładka i huśtawka, która napawa mnie niezmiennie niepokojem :)
Tym razem dużo technicznych ćwiczeń, co bardzo mnie cieszy, bo o ile Cookie z bieganiem i skakaniem nie ma problemów, o tyle moja orientacja przestrzenna na torze bywa no cóż.... Cookie jako, że w którymś pokoleniu gdzieś w rodzinie musiała mieć kota, wszystkie nowości "łyka" na raz i pełnym pędem ku memu przerażeniu biega po wszystkim bez zastanowienia:) Jedyne co huśtawkę rozkładamy na razie na wchodzenie i schodzenie z asekuracją, no cóż takiego oszołoma nie można jeszcze zostawić bez nadzoru :) Muszę powiedzieć że dumna jestem bardzo z dziewczyny, bo mimo jesienno-zimowej przerwy, w której przyznaję bez bicia nie odrabiałyśmy nawet pracy domowej, mała na torze odnalazła się rewelacyjnie. No ale cóż tu dużo mówić temperament i chęć do pracy odziedziczyła po mamusi :)
I choć snułam już powoli wizję pierwszych zawodów.Nasza radość z treningów nie trwała jednak długo, bo matka natura dała o sobie znać i obie dziewczyny się rozcieczkowały. A jako, że mamy w grupie kawalera i nie chcemy go rozpraszać a i ja nie jestem zwolennikiem takich intensywnych treningów w tym czasie zostajemy uziemieni przynajmniej do połowy czerwca :( Szkoda mi było trochę tracić treningi na tor ruszamy z Leeloo. No cóż na tor to trochę za dużo powiedziane :) Skoro dziecię ma być sportowe to i trzeba się uczyć za młodu. Na razie głównie ćwiczymy skupianie uwagi i zapoznajemy się z pachołkami i tunelami, które mała od początku pokochała w końcu tak fajnie hałasują :) A ja po zajęciach z nią jestem bardziej zmęczona niż po bieganiu z Cookie, ale cóż nie przywykłam do biegania w pozycji półkucanej i wiecznie pochylonej (po zakwasach odkryłam mięśnie, których posiadania nie byłam świadoma :) ) ale czego się nie robi dla psiej frajdy :)
A w niedzielę kolejne wyzwanie, tym razem Lilianka idzie po raz pierwszy na wystawowy ring :D

czwartek, 24 maja 2012

Nad pięknym, modrym Dunajem...

Czyli kolejny weekend wystawowy za nami. Tym razem na celowniku Bratysława.
Wyruszamy z Martą oraz jej dwiema borderkami- Sisi i Zuzu, "ciocią" Kasią, oraz ja z Cookie. Czyli babski weekend na całego.
W piątek duszny i upalny dzień nie zachęca do jazdy, na szczęście w połowie drogi zatrzymujemy się u znajomych Marty- właścieli Milesa- bordera z hodowli Marty. Psy szaleją na ogrodzie (Cookie rozkochała w sobie Milesa) a my raczymy się pyszną kawą na tarasie. Cisza, spokój, ogólna błogość, aż ruszać się nie chce. I z tego lenistwa z "szybkiej kawy" zrobiły się 2 godziny, ale jak nie od dziś wiadomo że we wspaniałym towarzystwie czas mija szybciej. Z ciężkim sercem ruszamy dalej.
Do Bratysławy miałam okazję wybrać się trzeci raz i pomimo swojego uroku, miasto to nadal jest dla mnie nie do ogarnięcia jeśli chodzi o drogę :) Ilość, wjazdów, zjazdów, objazdów i cała sieć rozbudowanej drogi po prostu do mnie nie przemewia i sprawia, że za każdym razem na dłużej lub krócej po prostu się gubię. Tym razem też tak było, na szczęście w wersji na "krócej". Przed 22 dotarłyśmy do hostelu.
I to miłe zaskoczenie standardem jak na hostel. Pięknie usytuowany nad samym Dunajem, z przestronnymi pokojami, świetną obsługę - na pewno znajdzie sie na naszej noclegowej liście hoteli wystawowych :) (dla zainteresowanych info na maila).
W sobotę ostatnie przygotowania psów, śniadanie i ruszamy na teren wystawy. Na miejscu jedna gigantyczna hala, która ciągnie się i ciągnie a my jak na złość rozlokowane zostałyśmy na przeciwległych jej końcach. Dziś sędzia z Japonii, bardzo długo i dokładnie sędziował, niestety opis dostaliśmy po słowacku i tak potwornie nieczytelny, że nie ma możliwości odszyforwania :( Co wiem na pewno Cookie dostaje ocenę doskonałą i CAC, wygrywając klasę pośrednią i jest to jej pierwszy krok w stronę championatu
Słowacji i czwartego w jej dorobku :) Porównanie przegrywamy z championką i zw świata w jednym piękną sunią, mieszkającą zresztą w Polsce :) Czekam na wybór Zw Rasy i biegiem na drugi koniec hali żeby pomóc Marcie przy porównaniu.
Jak się jednak okazało borderowe sędziowanie poszło zdecydowanie szybciej niż u nas. Obie dziewczyny Marty również wygrywają w swoich klasach i tym samym mamy 3 przyszłe (mamy nadzieję) championki :) Wracam do hostelu żeby chwilę odspnąć i dać czas dziewczynom na odpoczynek a my obmyślamy trasę zwiedzania miasta. Zaraz przy hostelu ciągnię się piękna trasa spacerowa wzdłuż Dunaju do centrum. Niestety po jakiejś godzinie zaczyna kropić a z czasem padać coraz mocniej i niestety musimy wracać. Udało nam się w samą porę wrócić przez konkretną ulewą, a deszcz niestety nie opuszcza nas już do samego wieczora i nasze plany staneły na niczym. W ramach rekomensaty w hostelowej kawiarance lądujemy na dużej kawej i lodach,w końcu nic tak nie poprawia nastroju jak "słodkie" :) Dziewczyny po odespaniu spaceru dostały wieczornej głupawki :) a my nam wieczór minął na rozmowach o.... nastepnych wystawach :)
W niedzielę rano pakowanie, śniadanie i ruszamy na wystawę. Ringi niestety, jak dla nas, rozłożone tak samo. Dziś sędzina z Rumunii- bardzo sympatyczna i ciepła kobieta. Cookie rezultat tak jak w sobotę - ocena doskonała, CAC i wygrana klasa pośrednia, dziś przegrywamy z drugą z championek. Jako, że dzisiaj  sędziowanie przebigało znacznie szybciej, wiec niewiele myśląc łapię wszystkie rzeczy i biegiem na początek hali do Marty, kilkakrotnie jak to w takim tłumie bywa ktoś potraci, ktoś szturchnie.... a i powinnam dodać że biegłam z miską pełna wody :) która to prawie cała wylądowała po drodze na moich spodniach.
Więc z mokrymi nogawkami dolatuję do Marty akurat w samą porę na porównanie, w biegu zdązylam tylko chwycić numerek, zamienić Cookie na Zuzę i wio na ring. Niestety nic juz nie wybiegałyśmy, dziś również w borderach górą biało- czarne. Dziewczyny powtórzyły jednak sukces z soboty zdobywając każda po CACu. Tym samym cała trójka jest w połowie drogi do Championatu.
Ponieważ pogoda nie zachęca do chodzenia, rezygnujemy zwiedzania i obieramy kierunek - dom.Chociaż drogę z racji rozgadania trochę wydłużyłyśmy :) no cóż baby... :)
I tym samym "zawieszamy" z Cookie wystawy na najbliższe pół roku w Polsce i do przyszłego roku za granicą. A w tym czasie wracamy na tor agility i powoli zaczynamy rozmyślać o zawodach :) 

niedziela, 6 maja 2012

Weekend słodko-kwaśny

Jeden z ostatnich weekendów kwietnia to stały już punkt w naszym kalendarzu wystawowym i wyjazd do Opola.
W sobotę bierzemy udział w wystawie klubowej IX grupy, niedziela to wystawa międzynarodowa. Podwójna wystawa zawsze przyciąga sporo wystawców, tak było i tym razem, w oby dwa dni ponad 20 bostonów stawiło się na ringu. W sobotę wystawialiśmy Cookie i standardowo na klub "odkurzyliśmy" Moresa, niech się chłopak raz do roku przebiegnie po ringu, a gdzie jak nie na klubie :) Dodatkowo wspierała nas Juka- czyli Nefre /FCI/ ALWAYS ON MIND sunia z naszego pierwszego miotu. Sędzina z Danii nie szczędziła ocen bdb czy nawet db, dlatego tym bardziej cieszą mnie oceny doskonałe u całej trójki. Cookie w klasie pośredniej uplasowała się na pierwszej lokacie, pokonując dwie konkurentki, oraz zgarniając kolejne CWC, Mores w championach ląduje na drugiej lokacie, za amerykańskim championem, Juka również lokata pierwsza i CWC. Obie dziewczyny wychodzą na porównanie o Zwycięzcę razem z sunią z klasy championów, która wygrywa nie tylko z dziewczynami, ale także całą rasę. Mores i Cookie były także zgłoszone do finałowej konkurencji- Najlepsza Para, jednak ze względu na upał nie miałam
serca psów męczyć kilkugodzinnym czekaniem, dlatego wracamy do Wrocławia, gdzie nocowaliśmy i gdy zrobiło się chłodniej wybraliśmy się poza miasto, standardowo w okolice lotniska :) ot żeby każdy miał coś dla siebie- psy się wyszalały a Boniu popstrykał samoloty :)
W niedzielę wystawiane tylko dziewczyny, tym razem sędzina z Izraela. Sędziowanie bardzo długie a bieganie jak przy wystawianiu owczarków :) jedno kółko za drugim pospieszane nawoływaniem sędziny "with more power, with more power" :) (i tu nauczka dla mnie, nigdy więcej sandałów na wystawę, bo przy każdym zakręcie nogi ślizgały mi się niemiłosiernie ) I tu z czystym sumieniem mogę powiedzieć że Cookie "wybiegała sobie" (w pełnym tego słowa znaczeniu :) ) ponownie lokatę 1/3 i CWC, Juka w klasie otwartej również 1/3 CWC (gdyby nie wymagany odstęp czasu dziewczyny miałyby skończone championaty) i przyszła kolej na siostrzany pojedynek Cookie otrzymuje resCACIB, a Juka CACIB oraz w późniejszym porównaniu zostaje ku mej wielkiej radości Zwycięzcą Rasy oraz rozpoczyna Interchampionat :) Juka po raz kolejny pokazała wspaniałą klasę. Strasznie jestem dumna z dziewczyn, tym bardziej, że to pierwsze bosotny z naszym przydomkiem i nie sądziłam że tak wspaniale będą sobie radziły na ringach.
Niestety nie mogliśmy dopingować Juki na finałach, ponieważ musieliśmy wracać do Poznania- i tu zaczyna się ta "kwaśna" część weekendu, w niedzielę wyjeżdża od nas Marv- czyli nasz BLACKBERRY PIE. Marv będzie mieszkał z nową rodziną w Kaliszu ( w Kaliszu bywamy dość często więc będziemy mieć okazję do spotkań :) ). Mamy nadzieję że w nowym domu da wszystkim tyle radości ile dał nam przez te kilka tygodni. Nas podbił swoim wspaniałym charakterem i jesteśmy pewni, że gdyby nie chwilowe ograniczenia
mieszkaniowe, na pewno został by z nami :) Dostaliśmy już "sprawozdanie" i kilka zdjęć za bardzo dziękujemy i z niecierpliwością czekamy na dalsze wieści jak się maluch rozwija.