niedziela, 15 lipca 2012

Czerwiec, czerwiec......

i po czerwcu :) Miesiąc dla nas bardzo intensywny, jeśli chodzi o wyjazdy i w moim wypadku niestety pracę, dlatego żaden wpis tak długo się nie pojawiał.
Ale po kolei....
Początek miesiąca był jeszcze spokojny :) 3 czerwca w niedzielę wybraliśmy się z Leeloo na jej pierwszą wystawę do Leszna. Z wystawy chyba najbardziej ucieszył się Boniek, ponieważ miała ona miejsce na terenie aeroklubu :) Upiekliśmy zatem dwie pieczenie na jednym ogniu- ja mogłam spędzić czas ze znajomymi i psami, a Boniek popstrykać szybowce.
Jeśli chodzi o Lilkę cóż mogę powiedzieć- ma dziewczyna w sobie "to coś" bynajmniej jeśli chodzi o ustawianie, bo nad chodzeniem musimy jeszcze sporo popracować, ale biorąc pod uwagę, że mała miała 3,5 miesiąca jej zachowanie i prezentacja bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Sędziemu również bardzo się spodobała i mamy na swoim koncie pierwsze BOB Baby. W oczekiwaniu na finały ja z Lilą regenerowałyśmy się w aucie, a Boniek "latał" pomiędzy szybowcami :) przynajmniej nie miałam wyrzutów sumienia że musimy czekać tyle godzin :) a po powrocie okazało się, że szybowce mają więcej zdjęć niż psy. Chociaż muszę przyznać, że komicznie to wyglądało, gdy obiektywy wszystkich kierowane były na
dół na psy, Boniu jako jeden z niewielu kierował je w górę :) Organizacyjnie jeśli chodzi o finały oddział leszczyński niestety się nie spisał. Owszem, rzadko się zdarza, żeby finały rozpoczynały się punktualnie, natomiast tym razem nie dość, że rozpoczęły się później, to jeszcze nagle okazało się że jako pierwsze odbywać się będą finały grupy 8, której osobna wystawa rozgrywała się w tym samym dniu. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby taka informacja pojawiła się w katalogu, wtedy człowiek czekałby spokojniej,
gdyby wiedział na co, poza tym przed wejściem na ring okazało się, że nie ma sędziny i na szybko szukano innego sędziego. Troszkę nieprofesjonalnie wyszło jak na CACIBówkę.

Przyszedł nowy tydzień, niestety nadal dziewczyny uziemione przez cieczki, a u mnie duży "wybuch" w pracy, który niestety dość mocno pokrzyżował nasze plany :( a z lepszych newsów przyjeżdża do nas na ponad tydzień Drago :) Pod koniec tygodnia ruszamy na wystawę w Kaliszu. Michał został z dziewczynami, a ja żeby dać im trochę wytchnienia zabrałam ze sobą Moresa, Lilę no i Draga, który skończył u nas "kolonie". Przykro mi go zawozić do taty, bo jakby nie patrzeć to moj pierwszy pies, jednak widzę jak bardzo są już z tatą związani, jak mocno w krew weszły im ich wspólne nawyki i wiem że Drago o niebo lepiej czuje się na "własnych"/ tatowych śmieciach niż u nas. Jednak 4 bostony dla 9-latka są dobre tylko na dzień czy dwa, ale nie na dłużej. W niedzielę ruszamy do Kalisza, bostonów dopisało sporo, Leeloo ze wspaniałym opisem wygrywa Najlepsze Baby w Rasie. Z racji tego że tym razem towarzyszyła mi rodzina trochę nie na rękę im było czekanie na finały. W międzyczasie odwiedził nas także mieszkający w Kaliszu Marv-czyli brat naszej Lilki - Nefre BLACKEBRRY PIE. Młody bardzo wyprzystojniał, rośnie jak na drożach i o dobry kilogram przegonił naszą chudzinkę :) Co najważniejsze z opowieści właścicieli wynika, że kochany i mądry z niego chłopak a ja jestem niezmiernie dumna, że młody tak fajnie rośnie i daje im tyle radości. W końcu przyszła pora na finały i niestety znowu chaos- jakimś dziwnym trafem finały młodego prezentera odbywają się na ringu przygotowawczym i nim się dobrze skończyły na główny ring wchodzą
bejbiki każdy skąd mu wygodniej... No cóż mało to widowiskowe, ale idziemy :) Zostajemy po pierwszej selekcji, potem kolejna i nagle dotarło do mnie że została nas 4 znaczy mamy lokatę :) Czekamy na wywołanie a to 4 miejsce obstawione, 3 też, zaczynam się potwornie denerwować i nagle nie wierzę w to co słyszę - Lila wygra BEST IN SHOW Baby. Pobladłam ponoć niemiłosiernie, ręce i nogi tak potwornie mi się trzęsły że nie byłam w stanie dojść na podium ani podnieść małej :) Szybki telefon do Bońka a on jak to
on ze znanym sobie spokojem odpowiada- "no przecież mówiłem Ci ze tak będzie", telefon do Marty i odpowiada mi jeden wielki krzyk radości :) Wracam do taty po Moresa i ruszamy do Poznania.

Kolejny weekend i kolejna wystawa, tym razem z Leeloo debiutuje Marta. Dziewczyny ruszają do Krakowa, mimo długiego oczekiwania i upału Leeloo zgarnia kolejne BOB Baby.

Jakoś tak wystawowo nam się ten czerwiec ułożył i tydzień później jedziemy do Szczecina, także z Leeloo, tym razem zabieramy ze sobą dwie borderki Marty- Lilu i Zuzę, oraz Asię, która pomoże nam w wystawianiu całej bandy :) Droga do Szczecina minęła szybko, czego nie można powiedzieć o dojeździe już na samą wystawę. Szczecin jak większość miast jest strasznie rozkopany, także w okolicach miejsca gdzie wysatwa się odbywała. I tu wielki minus dla organizatorów za brak mapki dojazdowej czy chociażby oznaczeń już przy samej wystawie w formie jakichkolwiek tabliczek, ponieważ biorąc pod uwagę objazdy- ani GPS ani okoliczni mieszkańcy nie potrafili podpowiedzieć jak się tam dostać.Spora część wystawców miała ten sam problem co my.
Ale cóż ruszamy pod ringi, niestety bordery i bostony znów umiejscowione są w znacznej odległości od siebie, także zostawiamy Asię z dziewczynami i jesteśmy na "telefonie", a my z Bońkiem i Leeloo ruszamy pod ring bostonów. Towarzystwo dopisało, sympatycznie pogawędziliśmy, Lila wpadła w oko młodemu ogarowi i czas szybko im minął na współnych zabawach. Przyszła pora na bostony i póki co wszystkie psy schodzą z oceną bardzo dobrą, w końcu wchodzimy na ring, mała konkuruje ze śliczną dziewczynką z Niemiec, która na stałe zamieszka w Polsce. Patrzę sobie na to moje dziecię i o ile stanie jakoś tak samo z siebie jej przyszło i nawet nie ćwiczyłam z nią tego właściwie, tak nad chodzeniem jeszcze musimy popracować :) ale mimo wszystko udało się po raz kolejny i zgarniamy BOB Baby, a na finałach trafiamy do finałowej szóstki BIS Baby. Ledwo zeszłyśmy z ringu dostałam cynk od Asi że pora na borderowe dziewczyny, no więc pędzimy przez teren wystawy na ring borderów, Asia wystawa Lilu (tą borderową :) ) a ja w klasie pośredniej wychodzę z Zuzą. Po kilku minutach stresu mojego i Zuzy w końcu znalazłyśmy wspólny język i wybiegałyśmy lokatę 1 i CWC - drugie Zuzy z międzynarodowej wystawy :)

Mieliśmy jeszcze w planach wystawę w W-wie mała miała jechać z Martą, ale z racji pogody zrezygnowałyśmy i tym samym mamy wolne od wystaw do jesieni :)
Teraz czas na relaks, treningi i spotkania psio-towarzyskie :)