W końcu pogoda od jakiegoś czasu sprzyja treningom i z radością wróciłyśmy na tor. Frania nadal na L4, Mores tor olewa (czasem i dosłownie :) ) a Leeloo jeszcze za mała na pełnoprawny trening, został nam więc nasz pędziwiatr czyli Cookie. W tym roku dużo dla nas nowości. Ubiegły rok skupialiśmy się głównie na hopkach i tunelach, teraz doszły nowe przeszkody, koło, palisada, kładka i huśtawka, która napawa mnie niezmiennie niepokojem :)
Tym razem dużo technicznych ćwiczeń, co bardzo mnie cieszy, bo o ile Cookie z bieganiem i skakaniem nie ma problemów, o tyle moja orientacja przestrzenna na torze bywa no cóż.... Cookie jako, że w którymś pokoleniu gdzieś w rodzinie musiała mieć kota, wszystkie nowości "łyka" na raz i pełnym pędem ku memu przerażeniu biega po wszystkim bez zastanowienia:) Jedyne co huśtawkę rozkładamy na razie na wchodzenie i schodzenie z asekuracją, no cóż takiego oszołoma nie można jeszcze zostawić bez nadzoru :) Muszę powiedzieć że dumna jestem bardzo z dziewczyny, bo mimo jesienno-zimowej przerwy, w której przyznaję bez bicia nie odrabiałyśmy nawet pracy domowej, mała na torze odnalazła się rewelacyjnie. No ale cóż tu dużo mówić temperament i chęć do pracy odziedziczyła po mamusi :)
I choć snułam już powoli wizję pierwszych zawodów.Nasza radość z treningów nie trwała jednak długo, bo matka natura dała o sobie znać i obie dziewczyny się rozcieczkowały. A jako, że mamy w grupie kawalera i nie chcemy go rozpraszać a i ja nie jestem zwolennikiem takich intensywnych treningów w tym czasie zostajemy uziemieni przynajmniej do połowy czerwca :( Szkoda mi było trochę tracić treningi na tor ruszamy z Leeloo. No cóż na tor to trochę za dużo powiedziane :) Skoro dziecię ma być sportowe to i trzeba się uczyć za młodu. Na razie głównie ćwiczymy skupianie uwagi i zapoznajemy się z pachołkami i tunelami, które mała od początku pokochała w końcu tak fajnie hałasują :) A ja po zajęciach z nią jestem bardziej zmęczona niż po bieganiu z Cookie, ale cóż nie przywykłam do biegania w pozycji półkucanej i wiecznie pochylonej (po zakwasach odkryłam mięśnie, których posiadania nie byłam świadoma :) ) ale czego się nie robi dla psiej frajdy :)
A w niedzielę kolejne wyzwanie, tym razem Lilianka idzie po raz pierwszy na wystawowy ring :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz