Wyruszamy z Martą oraz jej dwiema borderkami- Sisi i Zuzu, "ciocią" Kasią, oraz ja z Cookie. Czyli babski weekend na całego.
W piątek duszny i upalny dzień nie zachęca do jazdy, na szczęście w połowie drogi zatrzymujemy się u znajomych Marty- właścieli Milesa- bordera z hodowli Marty. Psy szaleją na ogrodzie (Cookie rozkochała w sobie Milesa) a my raczymy się pyszną kawą na tarasie. Cisza, spokój, ogólna błogość, aż ruszać się nie chce. I z tego lenistwa z "szybkiej kawy" zrobiły się 2 godziny, ale jak nie od dziś wiadomo że we wspaniałym towarzystwie czas mija szybciej. Z ciężkim sercem ruszamy dalej.
Do Bratysławy miałam okazję wybrać się trzeci raz i pomimo swojego uroku, miasto to nadal jest dla mnie nie do ogarnięcia jeśli chodzi o drogę :) Ilość, wjazdów, zjazdów, objazdów i cała sieć rozbudowanej drogi po prostu do mnie nie przemewia i sprawia, że za każdym razem na dłużej lub krócej po prostu się gubię. Tym razem też tak było, na szczęście w wersji na "krócej". Przed 22 dotarłyśmy do hostelu.I to miłe zaskoczenie standardem jak na hostel. Pięknie usytuowany nad samym Dunajem, z przestronnymi pokojami, świetną obsługę - na pewno znajdzie sie na naszej noclegowej liście hoteli wystawowych :) (dla zainteresowanych info na maila).
W sobotę ostatnie przygotowania psów, śniadanie i ruszamy na teren wystawy. Na miejscu jedna gigantyczna hala, która ciągnie się i ciągnie a my jak na złość rozlokowane zostałyśmy na przeciwległych jej końcach. Dziś sędzia z Japonii, bardzo długo i dokładnie sędziował, niestety opis dostaliśmy po słowacku i tak potwornie nieczytelny, że nie ma możliwości odszyforwania :( Co wiem na pewno Cookie dostaje ocenę doskonałą i CAC, wygrywając klasę pośrednią i jest to jej pierwszy krok w stronę championatu
Słowacji i czwartego w jej dorobku :) Porównanie przegrywamy z championką i zw świata w jednym piękną sunią, mieszkającą zresztą w Polsce :) Czekam na wybór Zw Rasy i biegiem na drugi koniec hali żeby pomóc Marcie przy porównaniu.
W niedzielę rano pakowanie, śniadanie i ruszamy na wystawę. Ringi niestety, jak dla nas, rozłożone tak samo. Dziś sędzina z Rumunii- bardzo sympatyczna i ciepła kobieta. Cookie rezultat tak jak w sobotę - ocena doskonała, CAC i wygrana klasa pośrednia, dziś przegrywamy z drugą z championek. Jako, że dzisiaj sędziowanie przebigało znacznie szybciej, wiec niewiele myśląc łapię wszystkie rzeczy i biegiem na początek hali do Marty, kilkakrotnie jak to w takim tłumie bywa ktoś potraci, ktoś szturchnie.... a i powinnam dodać że biegłam z miską pełna wody :) która to prawie cała wylądowała po drodze na moich spodniach.
Więc z mokrymi nogawkami dolatuję do Marty akurat w samą porę na porównanie, w biegu zdązylam tylko chwycić numerek, zamienić Cookie na Zuzę i wio na ring. Niestety nic juz nie wybiegałyśmy, dziś również w borderach górą biało- czarne. Dziewczyny powtórzyły jednak sukces z soboty zdobywając każda po CACu. Tym samym cała trójka jest w połowie drogi do Championatu.
Ponieważ pogoda nie zachęca do chodzenia, rezygnujemy zwiedzania i obieramy kierunek - dom.Chociaż drogę z racji rozgadania trochę wydłużyłyśmy :) no cóż baby... :)
I tym samym "zawieszamy" z Cookie wystawy na najbliższe pół roku w Polsce i do przyszłego roku za granicą. A w tym czasie wracamy na tor agility i powoli zaczynamy rozmyślać o zawodach :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz